wtorek, 11 grudnia 2012

Sztuka Mięsa na warsztat

Drodzy Państwo! 
Panie i Panowie, Panowie i Panie, Ladies aaaaand Gentlemen!

Już jutro Białystok dowie się, co to znaczy być pasjonatem kulinarnym! Jak odpowiednio posługiwać się nożem przy obróbce wołowiny, jak smakuje idealnie wysmażony stek, jakie są tajniki kuchni latynoamerykańskiej!

Wszystko to za sprawą naszych gospodarzy, którymi jest restauracja Sztuka Mięsa, współorganizatorów - Pana i Pani Sandman, partnerów generalnych, między innymi portalu Doradca Smaku, a także sponsorów i patronów medialnych:


Zaproszone osobistości będą mogły również spotkać znanego z występów telewizyjnych Twardego Szparaga, słynącą z promowania zdrowego trybu życia Ekoquchnię oraz innych członków kulinarnego półświatka.

Kto przyjdzie, ten spróbuje, kto spróbuje, ten... raczej się nie rozczaruje, a jeśli nie rozczaruje - to na pewno się oczaruje. Zapraszamy, zapraszamy, ugościmy wszystkich smakoszy (nie tylko) mięsiwa!


Ps. Jednym z uczestników będzie też autorka tego artykułu, o ile zdrowie jej dopomoże.






Więcej na ten temat na stronach organizatorów, sponsorów oraz patronów, a po warsztatach także na blogach uczestników :)

Zapraszam :)

czwartek, 6 grudnia 2012

Już miesiąc przymierzam się do stworzenia nowego wpisu... W tym czasie Kulinarki przygotowywały catering na drugie spotkanie Geek Girls Carrots w Białymstoku oraz na warsztaty Kobieterii. Poza tym, niestety, każda z nas ma nieco gorszy czas, dodatkowo nie możemy zgrać terminów, więc chwilowo nic nowego nie tworzymy. Zbierają się jednak w nas nowe pomysły i mamy nadzieję, że w przyszłym roku będziemy działać więcej :-)

Jeśli chodzi zaś o mnie i moje gotowanie, to nowe notki na ten temat nie pojawiają się z dwóch powodów: zmiany, na jakie mam do pracy, nie nastrajają do gotowania - albo wychodzę z domu koło 12-13 i wracam o 23, albo wracam po południu, ale jestem później niż Wojtek, więc jakiś obiad na ogół jest przygotowany. Czasem podrzucają nam coś dobrego Rodzice Wojtka i Mateusza (W. brat, który z nami mieszka od października), więc wtedy też nie musimy gotować. Czasem odgrzewamy coś z zamrażarki - gołąbki, pierogi. Gotuję więc tylko wtedy, kiedy mam wolny dzień, a i to obiad jemy o takiej porze, że jest już za ciemno, żeby moim aparacikiem robić zdjęcia.

W najbliższym czasie zamierzam jednak dodać tu kilka przepisów, mam gdzieś nawet jakieś zdjęcia, z których może uda mi się wydłubać coś sensownego. A jeśli nie, to będę się ratować kulinarnymi refleksjami lub recenzjami ;) Już jutro zamierzam upolować wyczekiwany przez wszystkich miłośników jedzenia, pierwszy numer Kukbuka :-)

niedziela, 11 listopada 2012

Kulinarne spotkanie z bułkami i marchewkowymi roladkami

Przedwczoraj zaczął się mój długi weekend. W końcu miałam okazję spotkać się Anią. Przez pięć godzin rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się, robiłyśmy jedzenie, a ostatecznie - smakowałyśmy nasze wytwory :)

Ania zrobiła pyszne bułki z suszonymi pomidorami, ziołami i czosnkiem, na które przepis znajdziecie na jej nowym blogu - Czas nie istnieje:



Już podczas zagniatania ciasta kuchnię Ani wypełnił zapach słońca, wakacji i Włoch, a po otwarciu piekarnika i rozerwaniu pierwszej bułki - oszalałyśmy ze szczęścia. Zapach słoneczny, domowy, pomidorowy, ciepły - prawdziwe comfort food (jaki jest polski odpowiednik tego określenia?).

Ja z kolei bawiłam się wycinaniem marchewkowych wstążek obieraczką do warzyw, zrobiłam pastę z sera typu feta, roladki oraz surówkę marchewkową z pozostałych wstążek, za cienkich, żeby zwijać z nich serowo-warzywne przekąski.

Takie roladki są dobre jako przystawka lub przekąska na imprezę. Najwięcej czasu zajmuje obranie odpowiednich pasków z marchewek. Trzeba tu wybrać naprawdę ogromne okazy, a odpowiednia szerokość jest i tak dopiero przy środku warzywa. Jeśli chcecie je zrobić, uzbrójcie się w cierpliwość i zacznijcie trochę wcześniej, jeśli szykujecie to na imprezę ;)


Z pozostałych, mniejszych pasków marchewki, wyglądem przypominających tagliatelle, zróbcie surówkę - ja dodałam jedynie trochę oleju ze słoika po pomidorach, świeżego rozmarynu, pieprzu i kilka orzechów włoskich, ale inwencja twórcza jest jak najbardziej wskazana. Dobrym pomysłem mogłyby tu być cieniutkie plasterki jabłka, z czego powstałaby popularna i lubiana w Polsce marchewka z jabłkiem, ale w nowoczesnym wydaniu. Takie paski marchewki można podać też na ciepło, zblanszować lub podsmażyć chwilę na oliwie, przybrać pesto i serwować zamiast makaronu :)


Zwijanie roladek to sama przyjemność i nie trwa długo. Z jednej ogromnej marchewki wyszedł mi talerz surówki i dziesięć roladek.


Pastę przygotowałam z jednego opakowania sera typu feta, chyba najpopularniejszego u nas, dwóch łyżek śmietany i szczypty pieprzu. Można dodać jeszcze jakieś zioła lub czosnek, ale taka prosta wersja jest wystarczająca. Każdy pasek marchewki trzeba posmarować niezbyt grubą warstwą serka, zwinąć w roladkę i ułożyć na wierzchu trochę orzechów włoskich. Myślę, że równie dobrze pasowałyby tu też pistacje, a zamiast naszej polskiej fety, prawdziwy kozi ser. Tu jednak słodycz i chrupkość marchewki idealnie się skomponowały ze słonym, miękkim twarożkiem, a orzechy zwieńczyły dzieło ;)


Można je na końcu także spryskać oliwą z oliwek (lub skropić) albo przewiązać nitką szczypioru - choć to ostatnie wyglądałoby ładnie, to jednak mogłoby trochę zbyt mocno ingerować w smak roladek, więc z tym bym raczej uważała. Oliwy z oliwek akurat nie miałyśmy, a sądzę, że bardzo by tu pasowała.


Podobne roladki można zrobić też innych długich warzyw, na przykład z ogórka z jakąś pastą łososiową lub z cukinii czy bakłażana - na ciepło. Zachęcam do poszukiwania inspiracji na własne roladki i dzielenia się przepisami - może na większą imprezę to za dużo roboty, ale na kolację we dwoje - w sam raz :)




Jak mogłam zapomnieć! Oczywiście wszystkie zdjęcia robiła Ania Szczurak :)


sobota, 20 października 2012

Makaron mie z dynią i szpinakiem

Ostatnio pokochałam dynię. Stało się to za sprawą publikowanego tu już przeze mnie przepisu na kurczaka z dynią i pieczarkami. Lekko maślany, ale też wyraźny smak dyni, szczególnie podkreślony czosnkiem, postanowiłam wykorzystać w potrawie makaronowej. Jak dla każdej prawdziwej makaroniary, tak też dla mnie nie ma chyba niepasującego do siebie połączenia makaronu z innym składnikiem. A jako że ostatnio nabyłam pięciokilogramowe cudeńko, to postanowiłam wykorzystać jego kawałek do makaronowego obiadu.

Na początek, standardowo, wylądowały na patelni czosnek, cebula i chili.


Kiedy się podsmażyły na oleju z pestek winogron, dołączyło do nich mniej więcej pół kilograma dyni, obranej ze skórki i pestek, pokrojonej w kostkę, a także paczka liści szpinaku, umyta i osączona na sicie.

Całość zmiękła, została doprawiona ziarnem sezamu, sosem sojowym, solą i pieprzem, a następnie wymieszana z przygotowanym (czyli zalanym wrzątkiem na kilka minut i odcedzonym) makaronem mie.


Makaron mie to chiński makaron, który tradycyjnie wystarczy zalać wrzątkiem, odczekać chwilę, odsączyć i zjeść. Muszę chyba zgłębić swoją wiedzę o produkcji chińskiego makaronu, bo nawet, jak jest robiony z mąki pszennej, wody i soli, to każdy jego rodzaj smakuje inaczej ;) Np. won ton i mie - niby to samo, a jednak coś zupełnie innego. Pewnie kluczowym jest tu sposób jego produkcji (zagniatania ciasta, dzielenia na kawałki) a może suszenia i przechowywania? W każdym razie polecam spróbować ten rodzaj makaronu, szczególnie, kiedy znajdziecie go po rozsądnej cenie w moim ulubionym dyskoncie na B. ;)




Ps. Słaba ze mnie blogerka - w trakcie gotowania rozładowały mi się baterie w aparacie, więc zdjęcia robiłam telefonem. Zawsze jednak ważniejsze jest dla mnie to, że obiad się udał i był pozytywnym zaskoczeniem smakowym :)


wtorek, 16 października 2012

Światowy Dzień Chleba

Było super!

Zdjęć nie mam, być może się pojawią wkrótce, ale mam wielką ochotę zdać Wam krótką relację z dzisiejszego święta.

Spotkałyśmy się - w piątkę, czyli Edyta, Hania, Magda, Sylwia i ja - w klubokawiarni Oki Doki, w okolicach godziny 17:00, czyli tuż przed godziną zero: 18. O tej godziny zaczęli przybywać nasi goście, a pojawiło się ich tylu, że zrobiło to na mnie naprawdę wrażenie i przekonałam się, że naprawdę warto takich akcji organizować więcej. Już myślimy z dziewczynami nad kolejnymi wydarzeniami :)

Dzisiejsza akcja rozpoczęła się moim krótkim wstępem (olaboga, do mikrofonu!), kilkoma słowami od Hani o naszych sponsorach i gospodarzach, a te dwie wypowiedzi poprzedziły wspaniałą prezentację o chlebie, autorstwa Magdy. Magda od kilku lat piecze sama chleb i zapewniam wszystkich, że jest to najlepszy chleb, jaki jadłam w życiu (choć Magda skromnie tego nie przyznaje ;) )! Dodatkowo, Magda rozdaje wszystkim chętnym prawdziwy zakwas do chleba, który sama zrobiła i na którym to właśnie tworzy swoje wypieki. Wszystkim polecam zajrzenie do Magdowego sklepiku, przy ulicy Piasta w Białymstoku - do prawdziwej Kopalni Smaków. Tam można także nabyć różne rodzaje mąki do pieczenia nie tylko chleba, a także kosze rozrostowe, blaszki, foremki i wszelkie dodatki, od czarnuszki zaczynając, na suszonej żurawinie kończąc.

Po występie Magdy pobiegłyśmy na zaplecze przygotować poczęstunek dla naszych gości. Ukroiłyśmy kilka rodzajów chleba, w miseczkach były przygotowane przez nas i naszych znajomych pasty do niego. W oczekiwaniu na pyszności, rozstrzygnięto konkurs na najpyszniejszy chleb (i szczerze mówiąc chyba coś jeszcze, bo oklaskom i radościom nie było końca, a nagrody rozeszły się błyskawicznie). Potem już z radością patrzyłyśmy, jak wszyscy pałaszują przysmaki ustawione na kilku złączonych stolikach - naprawdę mnóstwo radości przyniósł nam widok okruszków po chlebie na półmiskach i pustych miseczek po pastach. Wśród nich znalazły się, między innymi, konfitura cebulowa z jagodami, wegański smalec z fasoli (zwykły był także!), czeska pasta jajeczna, pasta z czerwonej fasoli, suszonych pomidorów i chili, a także moje smakowitości: twarożek z czosnkiem, rzodkiewką i ziołami, pesto, dżem jabłkowo-morelowy oraz dyniowo-pomarańczowy.


Przepis na dżem dyniowo-pomarańczowy z wanilią znajduje się tu, pod relacją z naszego wyjazdu do Trywieży. Dżem jabłkowo-morelowy robiłam na wakacjach, jeszcze w lipcu. Pamiętam tylko, że na kilogram jabłek zużyłam pół kilo moreli :) Natomiast o pesto i twarożku opowiem poniżej.

Twarożek początkowo miał być tylko czosnkowo-ziołowy, ale jak spojrzałam na rzodkiewki, to stwierdziłam, że ich dodatek będzie się dobrze komponował.

- 750g twarogu
- starty lub wyciśnięty ząbek czosnku
- cztery spore rzodkiewki, posiekane w różne kawałki (znaczy półplasterki, kostkę, paski, jak popadnie - dla różnorodności)
- szczypta soli i pieprzu
- łyżka ziół (użyłam czubrycy z Darów Natury, w skład której wchodzą, m.in., lubczyk, oregano i cząber)
- trochę śmietany, żeby nie było za suche (2-3 łyżki, może być odrobina mleka albo jogurt naturalny)

Wszystko wymieszać, posypać świeżym tymiankiem i zjeść :)



Pesto... co do pesto, mam swoją teorię. W oryginale jest bazylia, orzeszki piniowe, oliwa, czosnek, sól i parmezan. Parmezan i orzeszki piniowe to składniki dość drogie i trudno dostępne. Z dodatku sera można w ogóle zrezygnować, wtedy sos będzie wegański, roślinny, też pyszny i lżejszy. Orzeszki piniowe można zastąpić dowolnymi innymi orzechami, migdałami lub ziarnami. Robiłam już z płatkami migdałowymi, pestkami dyni, teraz zrobiłam z prażonymi pestkami słonecznika. Każda wersja jest inna, każda dobra. Na pewno trochę wykwintniejszego smaku dodadzą orzechy włoskie. Jak najbardziej można użyć mieszanki różnych orzechów i nasion. Jeśli chodzi o to zielone, co tam się znajduje, to polecam w zasadzie wszystko. Można robić z bazylią i to jest najsmaczniejsza wersja, ale z natką pietruszki, rukolą, roszponką, szpinakiem, a ponoć nawet botwinką czy szczawiem, także jest dobre. Na koniec olej - oliwa z oliwek to standard, ale można użyć przecież i zwykłego oleju, oleju z pestek winogron, w zasadzie każdego, zależnie od tego, co mamy pod ręką i na co mamy chęć. Nie polecam tylko rezygnowania z czosnku - niech to będzie nawet pół małego ząbka, ale nie pomijajcie jego dodatku.

Do mojego pesto użyłam:
- garść liści bazylii, z łodyżkami, pół pęczka natki pietruszki, małą garść świeżego tymianku
- opakowanie pestek słonecznika, podprażonych
- trochę soli
- jakieś pół szklanki oliwy i odrobinę oleju z pestek winogron, bo oliwy zabrakło ;)
- cztery ząbki czosnku
- trzy łyżki startego na małych oczkach parmezanu

Wszystko zmiksowałam w blenderze i przełożyłam do słoika :) wyszło nawet sporo, jakieś półtorej szklanki.

Pesto można używać jako pastę do chleba, zamiast masła na kanapki, do jajek na twardo, oczywiście do makaronu, na gorąco, a także jako przyprawę do zup i sosów. Nie wiem, ile dokładnie można je przechowywać, ale na pewno kilka dni w lodówce wytrzyma - czosnek i sól mają właściwości konserwujące. U mnie znika szybko i nie muszę się o to martwić ;)


Przepisy na pasty zrobione przez dziewczyny znajdziecie na ich blogach. Część pojawiła się jakiś czas temu, ale na pewno dodadzą informacje o tym, co przygotowały na dziś. Zachęcam do śledzenia ich blogów :)




Dziękuję bardzo wszystkim za przyjście i uczestniczenie w naszym wydarzeniu! Nawet nie wiecie, ile energii pozytywnej, wiary w to, że nasze działanie ma sens i wzruszenia przyniósł mi dzień dzisiejszy! Jestem gotowa do organizowania dalszych akcji, wiem, że przyniosą dużo dobrego i zapraszam wszystkich, nie tylko z Białegostoku, do brania w nich udziału :)









ps. przepraszam za nadmierną liczbę emotek
ps2. przepraszam, jeśli wypisuję głupoty, ale jeszcze emocje ze mnie nie opadły
ps3. uwielbiam tworzyć takie pozytywne wydarzenia! :)))

niedziela, 14 października 2012

Spaghetti alla puttanesca

Na początku było słowo, a w zasadzie to słowo i obraz. Wiedziałam wcześniej o istnieniu tej potrawy, ale dopiero, jak zobaczyłam ją u Jamie'go Olivera, to poczułam, że muszę to zrobić. Wystarczyło jedyne poczekać na wypłatę ;) i wolny dzień, żeby móc przystąpić do dzieła. Film, z serii 30 minute meals, na którym Jamie przygotowuje Spaghetti alla puttanesca, możecie obejrzeć tu. Ja tymczasem przedstawię swoją wersję tego wybornego dania :)

Zaczęłam, oczywiście, od wstawienia wody na makaron i jej osolenia. Do gotującej się wody wrzuciłam paczkę makaronu.

Na oliwie podsmażyłam trzy posiekane ząbki czosnku i cztery małe fileciki anchovies:






Kiedy się podsmażyły, dodałam trochę suszonych pestek chili, posiekaną natkę pietruszki, czarne oliwki pokrojone na połówki





dwie puszki tuńczyka, dwie łyżki kaparów, butelkę passaty pomidorowej i pieprz.





Kiedy makaron się ugotował prawie al dente, przerzuciłam go do patelni z sosem i dokładnie wymieszałam. Po minucie wyłączyłam gaz, makaron wchłonął nadmiar wody z sosu i zrobił się idealnie twardy (czy też idealnie miękki).





Taka ilość wystarczy spokojnie na 4-5 osób. Nas było troje, więc sporo jeszcze zostało, ale to nic - chętnie zjem odgrzewany makaron na jutrzejszą obiadokolację ;)





Pamiętajcie, żeby nie dodawać soli do sosu - makaron, tuńczyk, oliwki, kapary, a w szczególności - anchovies, są na tyle słone, że więcej doprawiać nie trzeba. Wystarczy pieprz. można ewentualnie podregulować smak dodając więcej lub mniej któregoś ze składników, które tu wymieniłam, np. zastępując suszone pestki chili całą świeżą papryczką.




Przygotowane na talerzach porcje posypałam parmezanem, choć Gino D'Acampo w swojej książce Włoskie dania makaronowe (mój świeżutki nabytek) zdecydowanie tego odradza. Mi tam pasowało :)

Co do samej nazwy -  słyszałam dwie historie wyjaśniające jej pochodzenie. Oznacza ona Spaghetti przyrządzane przez... prostytutki :) Jedna historia mówi, że zapracowane panie posilały się na szybko tą potrawą, aby nabrać dużo sił przed czekającą je kolejną turą pracy. Druga z nich z kolei twierdzi, że kobiety te podawały ten makaron marynarzom, którzy do nich przychodzili po długich rejsach, aby ci z kolei nabrali sił przed długą, upojną nocą ;) Która wersja podoba Wam się bardziej?

Na koniec, choć pewnie powinno to być na początek, zapraszam wszystkich serdecznie na organizowane przez nas Święto Chleba:




wtorek, 2 października 2012

Bardzo na bieżąco

Czyli Nieformalna Grupa Białostockich Blogerek Kulinarnych "Kulinarki" w telewizji :)

Długo zapowiadany odcinek "Konika" możecie obejrzeć tu

A na deser deseczka ozdobiona przez Magdę, na zdjęciu zrobionym przez Sylwię :)