Zbiór przepisów i przemyśleń, internetowa książka kucharska i pamiętnik kulinarny jednocześnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makaron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makaron. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 1 sierpnia 2013
Muszelki z kurczakiem i brokułem
Kolejny pomysł na szybki i smaczny obiad. Możliwe, że już coś podobnego publikowałam, raczej na poprzednim blogu ;) W każdym razie - uwielbiam to połączenie: chrupiący brokuł, miękka, soczysta cukinia, mączny makaron i mięsisty kurczak, wszystko to scalone sosem sojowym.
Na porcję dla trzech osób potrzebujemy:
- 300g makaronu (dowolnego, ja miałam ochotę na zwykłe muszelki)
- podwójną pierś z kurczaka
- 1 brokuł
- 1 średnią cukinię
- małą cebulę
- sól, pieprz, sos sojowy, olej
Wstawiamy osoloną wodę na makaron i wodę na brokuła. Kroimy w kawałki oczyszczoną pierś z kurczaka, cebulę w drobną kostkę, cukinię w półplasterki.
Rozgrzewamy na patelni olej, szklimy cebulę, dokładamy kurczaka.
Brokuła wrzucamy do garnka z wrzącą wodą, przykrywamy, wyłączamy płomień.
Makaron wrzucamy do wrzącej wody, gotujemy aż będzie al dente.
Jeśli kurczak jest już biały z wszystkich stron, dodajemy cukinię, podgrzewamy, aż zmięknie, dodajemy odcedzonego brokuła, wyłączamy płomień, doprawiamy pieprzem i sosem sojowym, ewentualnie solimy, ale raczej nie ma potrzeby.
Do miseczek nakładamy makaron, na to mięso z warzywami. Idealnie smakuje posypane sezamem, ja jednak nie miałam i nie mogłam znaleźć w okolicznych sklepach, więc było bez ;)
środa, 3 lipca 2013
Gotować czy nie gotować?
W upały najchętniej zamknęłabym się w klimatyzowanym pomieszczeniu i jadła letnie dania. Omlet, makaron z odrobiną oliwy, ziołami i czosnkiem, chłodnik, młode ziemniaczki z koperkiem, pomidory z mozzarellą i bazylią. Klimatyzacji w mieszkaniu jednak nie mamy, pozostaje więc żywienie się w miarę lekkimi posiłkami, zarówno jak te wcześniej wymienione, jak i młodą kapustą z koperkiem, zupą z młodych buraczków, pomidorowym sosem z warzywami. Najchętniej bez towarzystwa makaronu, ryżu, a już szczególnie - kaszy, która wydaje mi się typowo zimowym dodatkiem węglowodanów.
Dziś zaprezentuję Wam danie z końca maja, kiedy pogoda była ciut lżejsza, niż dzisiejsze upały. Danie w stylu, a jakże, kuchni włoskiej, z mnóstwem warzyw, sosem pomidorowym i oczywiście makaronem. Gniazdka z ragu mięsno-warzywnym. Wariacja na temat spaghetti bolognese.
Do zrobienia dania na pięć osób potrzebujemy paczkę gniazdek makaronowych, takich jak te:
oraz dużą porcję warzyw:
- bakłażan
- marchew
- seler naciowy (łodygi i nać)
- cebula
- czosnek
- kapary
- oliwki
oraz:
- mięso mielone, najlepiej wołowe, ale wieprzowe też zda egzamin
- pomidory z puszki, passata, przecier lub koncentrat.
Na patelni lub, najlepiej, w dużym garnku z grubym dnem, podsmażamy mięso z odrobiną oliwy. Kiedy mięso się zetnie, dodajemy warzywa pokrojone w dowolne kawałki. Zostawiamy na małym ogniu pod przykryciem na pewien czas, aż wszystkie warzywa będą miękkie - sprawdzamy na marchwi, bo ona gotuje się najdłużej. Kiedy marchewka będzie już odpowiednia, zaczynamy gotować w drugim garnku makaron, a do warzyw i mięsa dodajemy przygotowane pomidory.
Pomidory mogą być w dowolnej postaci. Wszystko zależy od tego, jaką intensywność chcecie uzyskać. Najlżejszy sos będzie z pomidorów świeżych lub z puszki, potem z przecieru lub passaty, a najbardziej pomidorowy sos uzyskamy z koncentratu, jeśli nie będziemy używać dodatkowej wody (tylko tej, która odparowała z warzyw i mięsa).
Całość gotujemy jeszcze do momentu, aż makaron będzie gotowy. Na koniec doprawiamy świeżo zmielonym pieprzem, solą, ziołami, najlepiej oregano i bazylią, ale oczywiście wybór zależy od indywidualnych preferencji smakowych :)
Jeśli udało Wam się zachować gniazdka w ich formie, to fajnie będą wyglądać ułożone w całości obok siebie na talerzu, z dwiema łyżkami sosu w środku. Można też wpierw nałożyć sos na talerz, na to gniazdka, a do ich środków włożyć łyżeczkę sosu. U mnie gniazdka trochę się rozpadły, choć nadal były al dente. Może to kwestia marki, może zdolności kucharza ;)
Można podać posypane dowolnym serem, zarówno żółtym, jak i fetą czy niebieskim serem pleśniowym, jednak to jest bardziej sycąca wersja, niekoniecznie na wiosnę i lato ;) I tak całe danie jest bardzo pożywne, choć jednocześnie nie przytłacza - szczególnie, jeśli zjemy sos z niewielką ilością makaronu.
Warzywa najlepiej jest zachować w kawałkach, ale można też je rozgotować na papkę, która będzie stanowiła bazę sosu. Wtedy liście selera (lub natkę pietruszki), kapary i oliwki dodajemy na sam koniec, jedynie aby się podgrzały. Trzeba też pamiętać, że warzywa krócej gotowane, mają więcej witamin i składników odżywczych :)
Podane na talerzu posypujemy świeżymi ziołami i świeżo zmielonym pieprzem, ewentualnie skrapiamy odrobiną oliwy.
Sos można podać również bez makaronu, z pieczywem bądź użyć jako składnik zapiekanki - w lazanii lub z plastrami ziemniaków i serem. Wersja zapiekankowa jest na pewno lepsza na zimę, zwłaszcza, jeśli doprawimy ją odpowiednią ilością chili.
Smacznego! :)
a na deser moja balkonowa uprawa:
Dziś zaprezentuję Wam danie z końca maja, kiedy pogoda była ciut lżejsza, niż dzisiejsze upały. Danie w stylu, a jakże, kuchni włoskiej, z mnóstwem warzyw, sosem pomidorowym i oczywiście makaronem. Gniazdka z ragu mięsno-warzywnym. Wariacja na temat spaghetti bolognese.
Do zrobienia dania na pięć osób potrzebujemy paczkę gniazdek makaronowych, takich jak te:
oraz dużą porcję warzyw:
- bakłażan
- marchew
- seler naciowy (łodygi i nać)
- cebula
- czosnek
- kapary
- oliwki
oraz:
- mięso mielone, najlepiej wołowe, ale wieprzowe też zda egzamin
- pomidory z puszki, passata, przecier lub koncentrat.
Na patelni lub, najlepiej, w dużym garnku z grubym dnem, podsmażamy mięso z odrobiną oliwy. Kiedy mięso się zetnie, dodajemy warzywa pokrojone w dowolne kawałki. Zostawiamy na małym ogniu pod przykryciem na pewien czas, aż wszystkie warzywa będą miękkie - sprawdzamy na marchwi, bo ona gotuje się najdłużej. Kiedy marchewka będzie już odpowiednia, zaczynamy gotować w drugim garnku makaron, a do warzyw i mięsa dodajemy przygotowane pomidory.
Pomidory mogą być w dowolnej postaci. Wszystko zależy od tego, jaką intensywność chcecie uzyskać. Najlżejszy sos będzie z pomidorów świeżych lub z puszki, potem z przecieru lub passaty, a najbardziej pomidorowy sos uzyskamy z koncentratu, jeśli nie będziemy używać dodatkowej wody (tylko tej, która odparowała z warzyw i mięsa).
Całość gotujemy jeszcze do momentu, aż makaron będzie gotowy. Na koniec doprawiamy świeżo zmielonym pieprzem, solą, ziołami, najlepiej oregano i bazylią, ale oczywiście wybór zależy od indywidualnych preferencji smakowych :)
Jeśli udało Wam się zachować gniazdka w ich formie, to fajnie będą wyglądać ułożone w całości obok siebie na talerzu, z dwiema łyżkami sosu w środku. Można też wpierw nałożyć sos na talerz, na to gniazdka, a do ich środków włożyć łyżeczkę sosu. U mnie gniazdka trochę się rozpadły, choć nadal były al dente. Może to kwestia marki, może zdolności kucharza ;)
Można podać posypane dowolnym serem, zarówno żółtym, jak i fetą czy niebieskim serem pleśniowym, jednak to jest bardziej sycąca wersja, niekoniecznie na wiosnę i lato ;) I tak całe danie jest bardzo pożywne, choć jednocześnie nie przytłacza - szczególnie, jeśli zjemy sos z niewielką ilością makaronu.
Warzywa najlepiej jest zachować w kawałkach, ale można też je rozgotować na papkę, która będzie stanowiła bazę sosu. Wtedy liście selera (lub natkę pietruszki), kapary i oliwki dodajemy na sam koniec, jedynie aby się podgrzały. Trzeba też pamiętać, że warzywa krócej gotowane, mają więcej witamin i składników odżywczych :)
Podane na talerzu posypujemy świeżymi ziołami i świeżo zmielonym pieprzem, ewentualnie skrapiamy odrobiną oliwy.
Sos można podać również bez makaronu, z pieczywem bądź użyć jako składnik zapiekanki - w lazanii lub z plastrami ziemniaków i serem. Wersja zapiekankowa jest na pewno lepsza na zimę, zwłaszcza, jeśli doprawimy ją odpowiednią ilością chili.
Smacznego! :)
a na deser moja balkonowa uprawa:
Etykiety:
bakłażan,
gniazdka,
kuchnia włoska,
makaron,
marchew,
mięso mielone,
na słono,
obiad,
pomidory,
ragu,
sos pomidorowy,
sos warzywny
sobota, 18 maja 2013
I wtedy przyszedł maj
Za każdym razem, kiedy coś gotuję, myślę o blogu. Zastanawiam się nad tym, co napiszę, jakie wstawię zdjęcia, jak skomponować potrawę. Potem jemy to, co przygotowałam i... odpoczywam, o blogu zapominając ;) Dlatego od ostatniego wpisu minęły już prawie trzy miesiące! Nie oznacza to, że nie gotuję wcale, może tylko trochę mniej. Zbrzydło mi już tłumaczenie się pracą, ale taka jest prawda - kiedy tylko mam wolne, staram się nadrabiać zaległości i przygotowuję coś dobrego.
Dziś nie mam za bardzo przepisów, raczej migawki z tego, co zrobiłam w ostatnich miesiącach. Mam nadzieję, że dziś lub jutro uda mi się wrzucić przepisy na zaplanowane na weekend potrawy.
Typowo wiosenne śniadanie z widokiem z balkonu w tle. Jajecznica smażona na maśle, ze szczypiorkiem, do tego pełnoziarnisty chleb ze śmietankowym serkiem i rzodkiewką. Jajecznica doprawiona odrobiną soli ziołowej i świeżo mielonego pieprzu.
Wielkanocne babeczki. W niedzielę wielkanocną pojechaliśmy do Teściów. Zrobiłam na tę okazję cytrynowe muffinki, z lukrem z soku buraczanego i kolorową posypką. Chyba nie powinno się robić lukru z gorącego płynu, bo wsiąka w ciastka, zamiast je otulać słodkim różem :-) Ale i tak były dobre ;) W środku miały skórkę z cytrusów, kandyzowaną własnoręcznie przeze mnie.
Papardelle na zielono. W zasadzie to miało to być papardelle, a wyszyły mi zwykłe kluski - zbyt grubo rozwałkowałam ciasto. Mam jednak tę satysfakcję, że zrobiłam je sama ;) Zielone elementy to sałata rzymska, wstążki cukinii, natka pietruszki, trochę czosnku, cebulki, oczywiście sól i pieprz, a na wierzch - parmezan. Dobre.
Pierwsze własnoręcznie zrobione sushi! Nie spodziewałam się, że za pierwszym razem uznam, że jest to tak banalnie proste. Maki z łososiem i ogórkiem oraz z paluszkami krabowymi i awokado. Obok - niezbyt udane z wyglądu, ale równie dobre w smaku nigiri z łososia. Do tego, oczywiście, piekielnie ostre wasabi, pyszny sos sojowy i marynowany imbir (którego nienawidzę, z całym szacunkiem dla kultury jedzenia sushi). Pałeczkami radziliśmy sobie całkiem nieźle :)
Pysznie lekkie śniadanie weekendowe. Świeże liście szpinaku, rzodkiewka, pomidorki, kapary, czarne oliwki, ser feta, jajka na twardo z żółtkiem na miękko (najlepsze!), szczypiorek, olej z pestek winogron, gruba sól i świeżo zmielony pieprz. Pycha.
Ps. część Kulinarek świętuje dziś Restaurant Day w Supraślu. Mnie tam nie ma, wypoczywam w domu - po całym tygodniu odbierania setek telefonów od klientów, muszę od ludzi odpocząć. Kto jednak żyw - zapraszam do Supraśla!
Ps.2. Nie będę zapowiadać, co na blogu w następnych dniach, bo u mnie z takich zapowiedzi zawsze nici ;)
Dziś nie mam za bardzo przepisów, raczej migawki z tego, co zrobiłam w ostatnich miesiącach. Mam nadzieję, że dziś lub jutro uda mi się wrzucić przepisy na zaplanowane na weekend potrawy.
Typowo wiosenne śniadanie z widokiem z balkonu w tle. Jajecznica smażona na maśle, ze szczypiorkiem, do tego pełnoziarnisty chleb ze śmietankowym serkiem i rzodkiewką. Jajecznica doprawiona odrobiną soli ziołowej i świeżo mielonego pieprzu.
Wielkanocne babeczki. W niedzielę wielkanocną pojechaliśmy do Teściów. Zrobiłam na tę okazję cytrynowe muffinki, z lukrem z soku buraczanego i kolorową posypką. Chyba nie powinno się robić lukru z gorącego płynu, bo wsiąka w ciastka, zamiast je otulać słodkim różem :-) Ale i tak były dobre ;) W środku miały skórkę z cytrusów, kandyzowaną własnoręcznie przeze mnie.
Papardelle na zielono. W zasadzie to miało to być papardelle, a wyszyły mi zwykłe kluski - zbyt grubo rozwałkowałam ciasto. Mam jednak tę satysfakcję, że zrobiłam je sama ;) Zielone elementy to sałata rzymska, wstążki cukinii, natka pietruszki, trochę czosnku, cebulki, oczywiście sól i pieprz, a na wierzch - parmezan. Dobre.
Pierwsze własnoręcznie zrobione sushi! Nie spodziewałam się, że za pierwszym razem uznam, że jest to tak banalnie proste. Maki z łososiem i ogórkiem oraz z paluszkami krabowymi i awokado. Obok - niezbyt udane z wyglądu, ale równie dobre w smaku nigiri z łososia. Do tego, oczywiście, piekielnie ostre wasabi, pyszny sos sojowy i marynowany imbir (którego nienawidzę, z całym szacunkiem dla kultury jedzenia sushi). Pałeczkami radziliśmy sobie całkiem nieźle :)
Pysznie lekkie śniadanie weekendowe. Świeże liście szpinaku, rzodkiewka, pomidorki, kapary, czarne oliwki, ser feta, jajka na twardo z żółtkiem na miękko (najlepsze!), szczypiorek, olej z pestek winogron, gruba sól i świeżo zmielony pieprz. Pycha.
Ps. część Kulinarek świętuje dziś Restaurant Day w Supraślu. Mnie tam nie ma, wypoczywam w domu - po całym tygodniu odbierania setek telefonów od klientów, muszę od ludzi odpocząć. Kto jednak żyw - zapraszam do Supraśla!
Ps.2. Nie będę zapowiadać, co na blogu w następnych dniach, bo u mnie z takich zapowiedzi zawsze nici ;)
Etykiety:
babeczki,
cukinia,
Ewa Przestrzelska,
feta,
jajecznica,
kapary,
Kulinarki,
makaron,
muffinki,
obiad,
restaurant day,
szpinak,
śniadanie
sobota, 20 października 2012
Makaron mie z dynią i szpinakiem
Ostatnio pokochałam dynię. Stało się to za sprawą publikowanego tu już przeze mnie przepisu na kurczaka z dynią i pieczarkami. Lekko maślany, ale też wyraźny smak dyni, szczególnie podkreślony czosnkiem, postanowiłam wykorzystać w potrawie makaronowej. Jak dla każdej prawdziwej makaroniary, tak też dla mnie nie ma chyba niepasującego do siebie połączenia makaronu z innym składnikiem. A jako że ostatnio nabyłam pięciokilogramowe cudeńko, to postanowiłam wykorzystać jego kawałek do makaronowego obiadu.
Na początek, standardowo, wylądowały na patelni czosnek, cebula i chili.
Kiedy się podsmażyły na oleju z pestek winogron, dołączyło do nich mniej więcej pół kilograma dyni, obranej ze skórki i pestek, pokrojonej w kostkę, a także paczka liści szpinaku, umyta i osączona na sicie.
Całość zmiękła, została doprawiona ziarnem sezamu, sosem sojowym, solą i pieprzem, a następnie wymieszana z przygotowanym (czyli zalanym wrzątkiem na kilka minut i odcedzonym) makaronem mie.
Na początek, standardowo, wylądowały na patelni czosnek, cebula i chili.
Kiedy się podsmażyły na oleju z pestek winogron, dołączyło do nich mniej więcej pół kilograma dyni, obranej ze skórki i pestek, pokrojonej w kostkę, a także paczka liści szpinaku, umyta i osączona na sicie.
Całość zmiękła, została doprawiona ziarnem sezamu, sosem sojowym, solą i pieprzem, a następnie wymieszana z przygotowanym (czyli zalanym wrzątkiem na kilka minut i odcedzonym) makaronem mie.
Makaron mie to chiński makaron, który tradycyjnie wystarczy zalać wrzątkiem, odczekać chwilę, odsączyć i zjeść. Muszę chyba zgłębić swoją wiedzę o produkcji chińskiego makaronu, bo nawet, jak jest robiony z mąki pszennej, wody i soli, to każdy jego rodzaj smakuje inaczej ;) Np. won ton i mie - niby to samo, a jednak coś zupełnie innego. Pewnie kluczowym jest tu sposób jego produkcji (zagniatania ciasta, dzielenia na kawałki) a może suszenia i przechowywania? W każdym razie polecam spróbować ten rodzaj makaronu, szczególnie, kiedy znajdziecie go po rozsądnej cenie w moim ulubionym dyskoncie na B. ;)
Ps. Słaba ze mnie blogerka - w trakcie gotowania rozładowały mi się baterie w aparacie, więc zdjęcia robiłam telefonem. Zawsze jednak ważniejsze jest dla mnie to, że obiad się udał i był pozytywnym zaskoczeniem smakowym :)
niedziela, 14 października 2012
Spaghetti alla puttanesca
Na początku było słowo, a w zasadzie to słowo i obraz. Wiedziałam wcześniej o istnieniu tej potrawy, ale dopiero, jak zobaczyłam ją u Jamie'go Olivera, to poczułam, że muszę to zrobić. Wystarczyło jedyne poczekać na wypłatę ;) i wolny dzień, żeby móc przystąpić do dzieła. Film, z serii 30 minute meals, na którym Jamie przygotowuje Spaghetti alla puttanesca, możecie obejrzeć tu. Ja tymczasem przedstawię swoją wersję tego wybornego dania :)
Zaczęłam, oczywiście, od wstawienia wody na makaron i jej osolenia. Do gotującej się wody wrzuciłam paczkę makaronu.
Na oliwie podsmażyłam trzy posiekane ząbki czosnku i cztery małe fileciki anchovies:
Kiedy się podsmażyły, dodałam trochę suszonych pestek chili, posiekaną natkę pietruszki, czarne oliwki pokrojone na połówki
dwie puszki tuńczyka, dwie łyżki kaparów, butelkę passaty pomidorowej i pieprz.
Kiedy makaron się ugotował prawie al dente, przerzuciłam go do patelni z sosem i dokładnie wymieszałam. Po minucie wyłączyłam gaz, makaron wchłonął nadmiar wody z sosu i zrobił się idealnie twardy (czy też idealnie miękki).
Taka ilość wystarczy spokojnie na 4-5 osób. Nas było troje, więc sporo jeszcze zostało, ale to nic - chętnie zjem odgrzewany makaron na jutrzejszą obiadokolację ;)
Pamiętajcie, żeby nie dodawać soli do sosu - makaron, tuńczyk, oliwki, kapary, a w szczególności - anchovies, są na tyle słone, że więcej doprawiać nie trzeba. Wystarczy pieprz. można ewentualnie podregulować smak dodając więcej lub mniej któregoś ze składników, które tu wymieniłam, np. zastępując suszone pestki chili całą świeżą papryczką.
Przygotowane na talerzach porcje posypałam parmezanem, choć Gino D'Acampo w swojej książce Włoskie dania makaronowe (mój świeżutki nabytek) zdecydowanie tego odradza. Mi tam pasowało :)
Co do samej nazwy - słyszałam dwie historie wyjaśniające jej pochodzenie. Oznacza ona Spaghetti przyrządzane przez... prostytutki :) Jedna historia mówi, że zapracowane panie posilały się na szybko tą potrawą, aby nabrać dużo sił przed czekającą je kolejną turą pracy. Druga z nich z kolei twierdzi, że kobiety te podawały ten makaron marynarzom, którzy do nich przychodzili po długich rejsach, aby ci z kolei nabrali sił przed długą, upojną nocą ;) Która wersja podoba Wam się bardziej?
Na koniec, choć pewnie powinno to być na początek, zapraszam wszystkich serdecznie na organizowane przez nas Święto Chleba:
Zaczęłam, oczywiście, od wstawienia wody na makaron i jej osolenia. Do gotującej się wody wrzuciłam paczkę makaronu.
Na oliwie podsmażyłam trzy posiekane ząbki czosnku i cztery małe fileciki anchovies:
Kiedy się podsmażyły, dodałam trochę suszonych pestek chili, posiekaną natkę pietruszki, czarne oliwki pokrojone na połówki
dwie puszki tuńczyka, dwie łyżki kaparów, butelkę passaty pomidorowej i pieprz.
Kiedy makaron się ugotował prawie al dente, przerzuciłam go do patelni z sosem i dokładnie wymieszałam. Po minucie wyłączyłam gaz, makaron wchłonął nadmiar wody z sosu i zrobił się idealnie twardy (czy też idealnie miękki).
Taka ilość wystarczy spokojnie na 4-5 osób. Nas było troje, więc sporo jeszcze zostało, ale to nic - chętnie zjem odgrzewany makaron na jutrzejszą obiadokolację ;)
Pamiętajcie, żeby nie dodawać soli do sosu - makaron, tuńczyk, oliwki, kapary, a w szczególności - anchovies, są na tyle słone, że więcej doprawiać nie trzeba. Wystarczy pieprz. można ewentualnie podregulować smak dodając więcej lub mniej któregoś ze składników, które tu wymieniłam, np. zastępując suszone pestki chili całą świeżą papryczką.
Przygotowane na talerzach porcje posypałam parmezanem, choć Gino D'Acampo w swojej książce Włoskie dania makaronowe (mój świeżutki nabytek) zdecydowanie tego odradza. Mi tam pasowało :)
Co do samej nazwy - słyszałam dwie historie wyjaśniające jej pochodzenie. Oznacza ona Spaghetti przyrządzane przez... prostytutki :) Jedna historia mówi, że zapracowane panie posilały się na szybko tą potrawą, aby nabrać dużo sił przed czekającą je kolejną turą pracy. Druga z nich z kolei twierdzi, że kobiety te podawały ten makaron marynarzom, którzy do nich przychodzili po długich rejsach, aby ci z kolei nabrali sił przed długą, upojną nocą ;) Która wersja podoba Wam się bardziej?
Na koniec, choć pewnie powinno to być na początek, zapraszam wszystkich serdecznie na organizowane przez nas Święto Chleba:
Etykiety:
anchovies,
białostockie blogerki kulinarne,
Białystok,
Blog kulinarny,
kapary,
Kulinarki,
makaron,
oliwa,
oliwki,
passata,
po włosku,
spaghetti alla puttanesca,
tuńczyk
środa, 19 września 2012
Spaghetti z łososiem, szpinakiem i pomidorkami
Dziś przedstawiam Wam kolejną wersję szybkiego dania, zdrową i sycącą. Wpierw miałam w planach łososia w wersji dalekowschodniej, z jasnym sosem sojowym, cukinią, sezamem i jakimś makaronem, w rodzaju soby lub makaronu ryżowego. W sklepie zobaczyłam jednak panią niosącą opakowanie szpinaku i stwierdziłam, że zwrócę się w tę stronę :)
Jak zwykle zaczęłam od wstawienia wody na makaron. W tym czasie okroiłam skórę z łososia i pokroiłam go w mniejsze kawałki, umyłam szpinak, posiekałam czosnek i pokroiłam pomidorki na połówki. Na oliwie zeszkliłam czosnek, a następnie dorzuciłam do niego szpinak. Kiedy szpinak zmiękł, dodałam łososia i pomidorki oraz doprawiłam całość świeżo zmielonym pieprzem. Wytworzył się sos, więc zamiast odparowywać wodę, aby sos zgęstniał, dodałam makaron twardawy, na chwilę przed stanem al dente :) Makaron wchłonął resztki wody, odpowiednio zmiękł i było dobrze :)
Do ryby i warzyw można by było dodać jeszcze śmietanę z koperkiem lub niebieski ser pleśniowy, żeby całość była w sosie śmietanowym, kremowym. W wersji na bogato można pokusić się jeszcze o krewetki, suszone pomidory i oliwki ;) Całość można posypać dodatkowo świeżą bazylią czy natką pietruszki. Zamiast lub dodatkowo do szpinaku, można dodać listki rukoli - zaostrzą smak. Dobrym dodatkiem mogą być też pióra zeszklonej cebuli czy plasterki pieczarek albo borowików zamiast łososia.
Smacznego! :)
Teraz pora na kilka ogłoszeń.
Dziś z dziewczynami z naszej Nieformarnej* Grupy Białostockich Blogerek Kulinarnych "Kulinarki" oddawałyśmy się przyjemności udzielania skromnego wywiadu do naszych lokalnych, podlaskich gazet - Kuriera Porannego i Gazety Współczesnej. Mówiłyśmy o naszej Grupie, pomysłach, planach i blogach. Artykuł ukaże się już niebawem - dokładnej daty jeszcze nie ma, ale na pewno Was o nim poinformuję :)
Wywiad był głównie z okazji organizowanej przez nas w niedzielę Akcji Jesiennej Wymiany Przetworów, czyli Przetwornianki, na którą jeszcze raz Was zapraszam, do białostockiego Ka Labalbalu na godzinę 16:00. Weźcie ze sobą słoiczki z przetworami, a może Was spotkać za to nagroda :-) Więcej na facebookowej stronie Akcji.
Przy okazji podzieliłyśmy się też z Ulą informacją o planowanym na sobotę zdarzeniu, organizowanym przez Beatę Golak i ekipę Konika. Więcej o tym wkrótce, kiedy same poznamy więcej szczegółów :) Weekend mamy więc pracowity :-D Cieszę się bardzo, że coś zaczyna się dziać. Mamy sporo pomysłów. Głównie chcemy promować zdrową regionalną żywność i slow food. Zobaczymy, co z tego wyniknie :)
Śledźcie pilnie nasze blogi - będziemy na pewno informować o kolejnych akcjach :)
*ciężko jest powiedzieć w trakcie wywiadu "nieformalna" ;)
piątek, 10 sierpnia 2012
... Penne z sosem warzywnym, na lato
Dziś przepis bardzo letni wakacyjny. Sezon pomidorowy skutecznie kusi do robienia pomidorowych obiadów. Do tego trochę makaronu i cukinii lub bakłażana i mamy pyszny pełnowartościowy posiłek :)
Składniki:
- dowolny makaron (ok. 300g, penne bardzo pasuje, ale jeśli ktoś użyje pełnoziarnistych świderek, to też będzie dobrze, a nawet lepiej, bo zdrowiej :) )
- dwa czerwone pomidory
- dwa żółte pomidory
- pół korzenia selera
- dwa zęby czosnku
- pół dużej białej cebuli
- pół małej cukinii (takiej ogórkowej)
- pół papryczki chili
- pół papryczki chili
- oliwa, sól, pieprz, sos worcestershire, świeża bazylia
Do podania może być ser, oliwki. Ja użyłam niebieskiego sera pleśniowego, sera typu feta oraz czarnych oliwek.
Zagotować i osolić wodę na makaron. W czasie, w którym się ona gotuje, posiekać czosnek i cebulę i podsmażyć je na oliwie. Następnie dodać starty seler, przesmażyć i dorzucić cukinię. Kiedy cukinia zmięknie, dodać sparzone, obrane ze skórki i pokrojone na kawałki pomidory oraz posiekaną papryczkę chili. Część z nich się rozpadnie podczas duszenia, tworząc sos, część zostanie w małych kawałkach. Kiedy makaron będzie prawie gotowy, należy doprawić sos szczyptą soli, świeżo mielonym pieprzem oraz sosem worcestershire. Makaron odcedzić, zachowując około 1/2 szklanki wody z gotowania, dodać to do rondla/patelni z sosem, wyłączyć płomień, przemieszać, dodać około dwie łyżki oliwy, znów wymieszać i nakładać na talerze. Posypać listkami bazylii, dodać ser i oliwki (mogą być też kapary, parmezan, zwykły żółty ser, natka pietruszki - co kto lubi).
Smacznego! :)
ps. Wczoraj miał być mini wywiad ze mną, wraz z dołączonym, wymienionym wyżej, przepisem. Zapomniałam kupić Gazetę Współczesną wczoraj i nie wiem ostatecznie, czy był ;) Jakby ktoś przypadkiem natrafił na niego i mógłby mi zeskanować, to będzie mi bardzo miło! :)
*edit: ten mini wywiad pojawił się w Kurierze Porannym oraz w Teraz Białystok ;) Zdjęcie, które wybrano do artykułu jest tragiczne, ale postaram się zeskanować wersję z TB i tu wrzucić (nie wiem, czy obie są takie same, czy czymś się różnią) :)
*edit: ten mini wywiad pojawił się w Kurierze Porannym oraz w Teraz Białystok ;) Zdjęcie, które wybrano do artykułu jest tragiczne, ale postaram się zeskanować wersję z TB i tu wrzucić (nie wiem, czy obie są takie same, czy czymś się różnią) :)
wtorek, 31 lipca 2012
Klopsiki w sosie pomidorowym ze szpinakiem i makaronem
Jak zrobić lekki i pożywny obiad w ciepły dzień?
Zainspirować się kuchnią włoską :)
Dziś u nas na obiad były klopsiki z mięsa mielonego wieprzowo-wołowego, odpowiednio doprawione, w sosie ze świeżych pomidorów, z dodatkiem szpinaku i podane na razowym spaghetti.
Poniżej po kolei składniki
Na klopsiki:
- 500g mięsa mielonego (dowolnego, ja wybrałam wieprzowo-wołowe)
- 2 jajka
- około pół szklanki bułki tartej
- sól, przyprawy, zioła (użyłam suszonego lubczyku oraz świeżych, posiekanych: natki kolendry, natki pietruszki, liści bazylii i rozmarynu)
- czosnek (im więcej tym lepiej, ale oczywiście można go pominąć, jeśli ktoś NAPRAWDĘ nie lubi)
- odrobina oliwy do smażenia
Wszystkie składniki (oprócz oliwy) zagniotłam na jednolitą masę, po czym formowałam niewielkie klopsiki, zwilżając dłonie, aby było łatwiej. Następnie do dużego rondla/garnka wlałam odrobinę oliwy, wrzuciłam kotleciki, przykryłam pokrywką. W tym czasie zaczęłam przygotowywać składniki na sos, a kiedy klopsiki były podsmażone z jednej strony, przewróciłam je i włączyłam wodę na makaron.
Na sos:
- czosnek (jak wyżej, wedle upodobań)
- czerwona cebula (zużyłam pół dużej, gdyż tyle mi zostało - można oczywiście użyć też białą, ilość dowolna)
- 4-5 pomidorów
- pieprz
- sól
- świeża bazylia
- odrobina oliwy
- szpinak
Czosnek i cebulę posiekać, dodać do klopsików, po ich przewróceniu na drugą stronę. Sparzyć i obrać ze skórki i szypułek pomidory, pokroić na małe kawałki, dodać do reszty. Ziarenka kolorowego pieprzu, szczyptę soli, oliwę i listki bazylii utłuc w moździerzu (lub zmiksować blenderem, można też drobno przesiekać), doprawić tym klopsy z pomidorami.
Świeże liście szpinaku pokroić w paski. Można użyć rukoli, mieszanki sałat, jakichkolwiek innych dużych liści albo w ogóle to pominąć - zależnie od upodobań smakowych.
Kiedy pomidory się rozpadną, dodać szpinak, przemieszać.
W tym czasie makaron powinien się ugotować.
Gotowe klopsiki z sosem podawać na ugotowanym makaronie razowym spaghetti (lub dowolnym innym ulubionym).
Można posypać serem/parmezanem.
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























